Książka grudnia – Kropki, Włodek Markowicz

Blog

Z książkami mam tak, że kupuję je w sporych ilościach (lub ściągam na półkę Legimi) i w większości nie czytam. Leżakują sobie, czekając na lepszy czas. Okazało się, że ta przypadłość ma swoją fachową nazwę. W języku japońskim, Tsundoku, to kupowanie książek i ich nieczytanie. Znaczy przeczytam je, ale w mitycznym „kiedyś”. Przyznaję jestem w fazie początkowej, kiedy to, kupowanie kolejnych książek i ich układanie na półkach najzwyczajniej w świecie mnie cieszy. Jednocześnie mam taki moment, w którym – za Agnieszką Chylińską – mówię sobie dość i daję bana na kupowanie książkowych treści. Kolejne tytuły nie zasilają mojego koszyka w internetowej księgarni, a ja mam czas aby stawić czoła swojej biblioteczce. 

Najczęściej w takich sytuacjach, książki znajdują mnie same. Wcześniej leżały, jak gdyby nigdy nic, a tu nagle mówią „weź mnie przeczytaj”. Podążam wtedy za głosem intuicji i okazuje się, że literatura wybrana szóstym zmysłem, trafia tam gdzie powinna – do serca i głowy. Dokładnie tak miałam z „Kropkami” napisanymi przez Włodka Markowicza. Kupiłam tę książkę, kiedy ślad po „Lekko Stronniczym” był jeszcze świeży i dobrze widoczny. Wróciłam po nią pod koniec grudnia ad 2018, kiedy zbierałam siły na L4. We wpisie o książce listopada, napisałam Wam, że chciałabym dzielić się z Wami książkami z zarządzania. Ta książka jest dla mnie ważną lekturą o zarządzaniu sobą. Swoimi emocjami, światopoglądem, myślami. Zwłaszcza tych ostatnich, miałam w trakcie czytania, całkiem sporo. 

Gdybym miała podsumować, jak ta książka uczy żyć, powiedziałabym tylko „prosto i bez spiny”. Prosto nie znaczy łatwo. Wręcz przeciwnie. Włodek świadomie, w każdym rozdziale namawia do kwestionowania rzeczywistości i zadawania pytań. Czytając „Przebudzenie” Anthoniego de Mello, miałam dokładnie takie same myśli, jak przy czytaniu książki Włodka. Jak ona mnie wkurzała. Jak bardzo nie dawała zasnąć. Mimo, że na temat coachingu mam nieco inne zdanie niż autor Kropek, to dalej miałam momenty mocnego „aha” w trakcie czytania.

Ta książka nie jest o oświeceniu. Ani umysłu, ani pomieszczenia. To książka, która zgodnie z tym co jest napisane na jej odwrocie jest o ” rzeczach, o których sam chciałbym usłyszeć, jeszcze kilka lat temu”. Koniec roku i początek kolejnego, to jest czas poszukiwania. Swojej drogi, misji w życiu, zainteresowań, pasji, dobra w ludziach. Kropki pokazują, że zaczynanie od siebie daje duży spokój i odpowiedź na kumulujące się pytania. Jest takie zdanie, które podkreśliłam, przeczytałam mamie i do którego często wracam „ludzie nie żyją, ludzie grzecznie czekają na śmierć”. Trafiło w punkt i było dla mnie wiadrem lodowatej wody wylanej prosto na głowę.

„Każdy poranek jest jak życie samo w sobie. Albo się ociągasz, albo po prostu wstajesz.”

Mam świadomość, że ta książka nie spodoba się wszystkim ze względu na to, że Włodek przedstawia swój punkt widzenia, który niekoniecznie jest zbliżony do naszego. Do mojego był, dlatego też uważam Kropki za wartościową pozycję. Dla mnie sfery prywatne i zawodowe dość mocno się przenikają. Uważam, że poukładanie się w tych dwóch płaszczyznach jest niezwykle istotne. Końcówka roku, dała mi nieźle w kość, dlatego grudniowe książki miały więcej wspólnego z duchowością niż twardym i miękkim zarządzaniem 🙂 Coraz więcej mówi się o mindfullness i medytacji, jako sposobie na poradzenie sobie wyzwaniami i stresorami w życiu prywatnym i zawodowym. Kropki są tytułem, który pozwala się zatrzymać i zastanowić co jest dla nas ważne. Nie tylko jako Lidera zespołu. Ale przede wszystkim jako Człowieka. Ta książka zdecydowanie ułatwiła mi przemyślenie wielu kwestii i wytyczyła kierunek na 2019 rok. Będę łączyć kropki 😉 A Ty?

zdjęcie: google grafika
Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Kropki”, Włodek Markowicz, Flow Books, Kraków 2016

Podziel się ze znajomymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *